17 kwietnia w Filharmonii Krakowskiej odbyła się publiczna dyskusja pokonkursowa po rozstrzygnięciu międzynarodowego konkursu na projekt nowej siedziby Filharmonii im. Karola Szymanowskiego. Pierwszą nagrodę i zlecenie na dalsze projektowanie zdobyło krakowskie biuro Ingarden & Ewy, drugą — berlińskie gmp International.
Nowa filharmonia jest jedną z ostatnich wielkich decyzji przestrzennych podejmowanych w tej części miasta na pokolenia. Tym bardziej uderzające było to, jak bardzo lokalna debata rozmijała się z kierunkiem, w którym zmierzają współczesne miasta i współczesna architektura.
Spotkanie, które mogło stać się momentem realnej rozmowy o architekturze i przyszłości miasta, pozostawiło raczej poczucie zmarnowanej okazji.
Dyskusja o wszystkim poza architekturą
Już na początku prof. Kuryłowicz zauważyła, że w kuluarach łatwiej krytykować niż na otwartym forum — i miała rację, bo forum okazało się miejscem na zupełnie inne rozmowy.
Przez blisko cztery godziny dyskutowano o sensie inwestycji, lokalizacji, korkach przy Rondzie Grzegórzeckim, historii Filharmonii, wyliczeniach finansowych i wzajemnym szacunku wspominano dawne spotkania i wydarzenia. Wspomniano wiele razy, że projekt był „szeroko dyskutowany”, starannie omijając słowo „krytykowany”, które zdecydowanie lepiej oddałoby rzeczywistość. Trudno nawet jednoznacznie powiedzieć, czy realny temat rozwiązań architektonicznych został tylko muśnięty przez zadających pytania z sali dlatego, że zabrakło odwagi do krytyki, czy dlatego, że pytania o sens inwestycji i jej lokalizację nie zostały wcześniej przedyskutowane i teraz na potrzeba wyszła na wierzch.
Zwycięzcy
Sąd konkursowy chwali zwycięski projekt Ingarden & Ewy za „zwartość”, „kompaktową bryłę” i „syntetyczność formy”. W praktyce oznacza to, że wygrało najprostsze pudełko spośród pięciu finałowych koncepcji. Internauci komentują, że projekt jest bardzo dobry technicznie, ale nie jest to architektura tylko budownictwo. Porównują projekt do salonu samochodowego. Wszystko, co miało więcej architektonicznej odwagi, było punktowane za ambicje — i jednocześnie dyskwalifikowane za „problemy techniczne i eksploatacyjne”.
Tylko ten budynek to nie jest coś, co ma być łatwe i tanie. To filharmonia. Prawdopodobnie ostatnia taka inwestycja w mieście, w bardzo dobrej lokalizacji. Wspomniane problemy techniczne i eksploatacyjne miały być powodowane przez zielone dachy w projekcie gmp International, które minimalizowały by straty dla terenów zielonych poświęconych pod inwestycję. Z kolei ogromne przeszklenie, dające jednocześnie efekt szklarni i przez swoje krzywizny, być może także soczewki optycznej, niebezpieczne dla ptaków, wymagające skomplikowanego mycia, już nie zostały zauważone jako dyskwalifikujące projekt biura Ingarden & Ewy.
Inkluzywność?
W uzasadnieniu przyznania I nagrody sąd napisał, że projekt Ingarden & Ewy zaprojektowano „zgodnie z zasadami projektowania uniwersalnego”. Na dyskusji Ingarden tłumaczył, że duże przeszklenia mają czynić filharmonię miejscem transparentnym — ludzie z zewnątrz mogą zobaczyć co dzieje się w środku. Mówił o „scenach”: przeszklone foyer to jedna scena, schody to kolejna.
Transparentność to jednak nie to samo, co dostępność. Możliwość popatrzenia przez szybę to nie uczestnictwo. Projekt gmp proponował coś innego: wejdź, przejdź przez budynek, wejdź na dach — bez biletu. Każdy jest zaproszony. Projekt, który wygrał proponuje: możesz nas podziwiać przez szybę, a jeśli zapłacisz i wejdziesz — znajdziesz się na scenie.
Foyer zaprojektowane jako przestrzeń do podziwiania wieczorowych kreacji, bez miejsc, gdzie można się schować czy wyciszyć, dla wielu osób jest wykluczająca. Projektowanie uniwersalne to zagadnienie, które cały czas się rozwija i poszerza, widać projektanci w swojej wrażliwości na potrzeby użytkowników zatrzymali się na etapie wind i podjazdów.
Wyzwania zmieniającego się klimatu
Projekt gmp dostał pochwały za zieleń, retencję wody i strategię klimatyczną — a w zaleceniach sądu: zielone dachy „choć atrakcyjne przestrzennie i społecznie, mogą być źródłem problemów technicznych i eksploatacyjnych”. Pomysł dobry, ale za trudny. Co ciekawe, w zaleceniach do projektu gmp sąd wprost napisał, że należy przeanalizować dobór materiałów elewacji „z uwzględnieniem ograniczenia przegrzewania”. Możliwe, że jest to jakiś relikt z I etapu konkursu, gdzie rzeczywiście zaproponowano ogromne przeszklenia z każdej strony. I z tymi przeszkleniami trudno nie zauważyć podobieństwa do zwycięskiego projektu.
Tymczasem w zaleceniach do projektu zwycięskiego czytamy: „należy zapewnić możliwość otwierania okien w celu naturalnego przewietrzania i chłodzenia” i ostrzeżenie, że „elewacje wklęsłe wystawione na południowe słońce mogą powodować efekt soczewki optycznej”. Ten ostatni zapis dotyczy zagrożenia na zewnątrz budynku — skupiania promieni słonecznych przed elewacją. Ale sąd nie napisał wprost tego, co każdy myśli po zobaczeniu projektu: że duże przeszklenia skierowane na południe oznaczają przegrzewanie wnętrza i ogromne koszty chłodzenia latem.
Warto też dodać, że sam wymóg parkingu podziemnego — obowiązkowego dla wszystkich uczestników — mówi o priorytetach i strategii projektu zlokalizowanego przecież w tak świetnie skomunikowanym miejscu. Parking podziemny komplikuje projektowanie wyższych kondygnacji i premiuje proste, zwarte bryły.
Parking miał, według wymogów konkursowych, pełnić też funkcję schronu dla mieszkańców. Chociaż schron w niestabilnej sytuacji politycznej to ważny temat, to zagadnienie schronu można rozumieć też inaczej – szerzej i bardziej codziennie. Mamy starzejące się społeczeństwo, kolejne zielone działki są zabudowywane, miasta są nagrzane, długie ulice często pozbawione nawet grama cienia i ławki. Potrzebne są takie miejsca wytchnienia w upale, często dosłownie ratujące życie zagrożone udarem cieplnym.
Można schron rozumieć też jako bezpieczne, tak zwane trzecie miejsce. Miejsce, które nie jest ani domem ani szkołą, gdzie można spędzić czas bez stresu. Potrzebujemy różnych schronów.
Internet komentuje
Na forach internetowych dyskusja jest znacznie ostrzejsza niż w filharmonijnej sali. Anonimowy uczestnik konkursu, który zrezygnował z udziału już na pierwszym etapie przewidując wynik, pisze o „grzechu pierworodnym” konkursu: niechlujny regulamin, MPZP uchwalony pod inną inwestycję, wymogi parkingowe „absurdalnie wyśrubowane”. Efekt: uczestnicy zastanawiali się jak wcisnąć program na działkę, zamiast myśleć o architekturze. Zwycięski projekt podsumowuje krótko: „dobre rzemiosło, brak polotu — budownictwo a nie architektura”.
Pojawia się też szerszy kontekst — porównania z ICE Kraków jako zamkniętą świątynią dla elit, gdzie tarasy widokowe są dostępne tylko dla posiadaczy biletów, a reszta miasta dostaje piekarnię koło wjazdu dla tirów. Jako pozytywny punkt odniesienia pada lubelskie Centrum Spotkań Kultur — gdzie hall jest miejscem spotkań otwartym dla wszystkich, a dachy zielonymi tarasami. To dokładnie to, co proponował projekt gmp. I dokładnie to, czego w zwycięskiej koncepcji zabrakło.
Projekt oceniany jest w sieci jako podobny do salonu samochodowego, z przeróbkami pokazującymi żabkę i aptekę w parterze. Ankieta na SkyscraperCity — forum architektonicznym, gdzie głosują ludzie z branży lub przynajmniej zainteresowani architekturą — pokazuje, że 54% ocenia projekt jako słaby lub tragedię, 31% jako przeciętny, a zaledwie 16% jako niezły lub świetny.
Ten budynek zostanie z nami na pokolenia
Oficjalny budżet to 450 milionów złotych, realistyczne szacunki mówią o 850 milionach. Ale to nie jest najważniejsze. Budynki są trwałe i z konsekwencjami takich decyzji musi potem żyć wiele pokoleń mieszkańców. Dyrektor Prendota przypomniał, że to ostatnia reprezentacyjna działka w tej części miasta. To ważne zdanie. Właśnie dlatego, że jest ostatnia, nie możemy sobie pozwolić na projekt, który za dwadzieścia lat będzie wymagał kosztownych modernizacji albo po prostu nie będzie działał w nowych warunkach klimatycznych. Na zmarnowanie szansy na prawdziwie dostępny, miastotwórczy obiekt.