Strona główna dzieciO dzieciach i matkach w mieście na Dzień Matki

O dzieciach i matkach w mieście na Dzień Matki

przez Akcja dla Krakowa

W obcym mieście bywamy wywiedzeni w pole przez nawigację. Tam, gdzie na mapie jest przejście – tego przejścia tak naprawdę nie ma. Musimy szukać sami, iść dookoła, zawracać. Jak rodzi się dziecko, miasto dobrze znane staje się bardziej obce. Trzeba nauczyć się go na nowo. A pewne miejsca stają się zupełnie niedostępne.

Przed matkami piętrzą się bariery – te łatwiej dostrzegalne, architektoniczne: schody, strome podjazdy, ciężkie drzwi. Ale też te mniej oczywiste, prawie niewidoczne, choć każdy je czuje. Bariery „nie wypada”: a co jak dziecko narobi hałasu, będzie biegać, będzie przeszkadzać, trzeba będzie mu zmienić pieluchę, a nie ma gdzie. Pojawiają się strefy wolne od dzieci. Najmłodsi ludzie są przedstawiani jako niedogodność, której chce się zewsząd pozbywać. A wykluczając dzieci – wykluczamy matki. Małego dziecka nie można tak po prostu zostawić w domu. Jest zależne od opiekuna i tam gdzie ono nie może, opiekun też nie. Czy chcemy wykluczyć ludzi z życia społecznego na minimum 3 lata? Zamknąc w mieszkaniach i na ogrodzonych placach zabaw?

„Musiałam ostatnio załatwić sprawę w banku, nie miałam wyjścia, wzięłam ze sobą syna. W banku był dziecięcy kącik: kilka przypadkowych kolorowanek, słabe kredki i brudny dywan. Syn nie chciał tam siedzieć. Kiedy próbowałam zająć go zabawą autkiem na fotelach w poczekalni, jedna z klientek zaczęła mnie głośno strofować, że „bank to nie plac zabaw”, że dziecko wszystko brudzi i że jestem „bezczelna”. W sali było kilka innych osób. Nikt nie zareagował.”

Często nie widzimy ich potrzeb, bo nie mamy okazji obserwować ich codziennego funkcjonowania.

One rezygnują wcześniej, zanim zostaną zauważone, zanim pojawi się możliwość zadania im pytań.

„Na walne zebranie spółdzielni po prostu nie poszłam. Nie wiedziałam jak wygląda budynek w środku, czy będzie jakieś spokojne miejsce gdzie mogłabym rozłożyć dziecku kocyk. Nie było windy, więc miałabym problem z wózkiem. Nie wiedziałam ile to potrwa. Więc zrezygnowałam. Było mi bardzo żal.”

Nie uczestniczą w konsultacjach społecznych, nie chodzą na zebrania spółdzielni – bo „nie wypada” z dzieckiem, a nie ma z kim go zostawić. Konsultacje przeprowadzane tam gdzie są matki, animacje dla dzieci na czas spotkania, wyraźne zaznaczenie że „każdy” oznacza też opiekunów z dziećmi. Ogólnikowe „wszyscy są mile widziani” może nie przekonać matek przyzwyczajonych do tego, że ich dziecko “to nie wszyscy”.

Nie pójdą wypowiedzieć się na sesji rady miasta – bo trzeba długo czekać na swój punkt, a o konkretnej godzinie trzeba odebrać dziecko z placówki.

A jeśli jednak przyjdą?

„Podeszłam do portiera i powiedziałam, że chcę wejść na posiedzenie rady. Wpuścił mnie, ale z drwiącym komentarzem powątpiewając, czy mi się uda. Nie zaproponował pomocy, choć wiedział, że czekają mnie schody. Wniosłam wózek sama. Kiedy w końcu znalazłam windę i wjechałam na właściwe piętro, okazało się że i tak muszę jeszcze pokonać schody łącznikiem między skrzydłami budynku. Dla wózków inwalidzkich jest platforma. Zostawiłam wózek w sekretariacie i resztę czasu nosiłam dziecko na rękach. Na szczęście akurat nie chciało spać.”

Dużym ułatwieniem byłaby możliwość zabrania głosu zdalnie – tak jak w pandemii okazało się to możliwe. Dziś tej opcji nie ma.

Nie wystarczy „nie robić problemu", gdy ktoś przyjdzie z dzieckiem.

Trzeba z góry pokazać, że jest mile widziany. Wrzucić na stronę informacje o tym co przewidziano dla ułatwienia rodzicom i dzieciom. Jasny sygnał to: miejsce do karmienia, przewijak, stołeczek przy umywalce, spokojny kącik z książeczkami, czysta (!) mata, kilka zabawek. I uśmiech i otwartość.

Wszystkiego najlepszego dla wszystkich mam!

Więcej na ten temat

Zostaw swój komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.