Strona główna tężnieTężnie to nie inwestycje prozdrowotne

Tężnie to nie inwestycje prozdrowotne

przez Akcja dla Krakowa

Kiedy zaczęliśmy mówić o miejskich tężniach, słyszeliśmy oczywiście, że przesadzamy, czepiamy się, blokujemy fajne projekty. Przecież „ludzie chcą”, „to zdrowe”, „jak nad morzem”, „dobre na płuca”, „lek na smog”, „dla dobra mieszkańców”.

Dziś nawet Zarząd Zieleni Miejskiej mówi, że przyszłość krakowskich tężni stoi pod znakiem zapytania i że mogą one w przyszłości zmienić swoją funkcję (info z ostatniego wywiadu z dyrektorem Łukaszem Pawlikiem w Radiu Kraków).

No to przypomnijmy, bo nie kto inny, a właśnie były już dyrektor ZZM, Piotr Kempf, hucznie otwierał pierwsze tężnie w Krakowie, a urzędnicy, politycy i władze miasta wtórowały mu w sprzedawaniu mieszkańcom opowieści o prozdrowotnym działaniu.
A my? Jak to aktywiści. Czepiamy się.
Więc pisaliśmy o tym, że miejskie tężnie nie są urządzeniami leczniczymi, że nie działają jak uzdrowiska, że nie ma podstaw do sprzedawania ich mieszkańcom jako rozwiązanie problemów zdrowotnych, chorób układu oddechowego czy narzędzie poprawy jakości powietrza.

Pisaliśmy też o badaniach krakowskich naukowców – zespołu, który działał pod przewodnictwem prof. dr hab. inż. Katarzyny Wolny-Koładki z Katedry Mikrobiologii i Biomonitoringu, Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, a który wykazał zanieczyszczenia mikrobiologiczne solanki i aerozolu. Mówiliśmy o bakteriach, grzybach, ryzyku dla zdrowia, ale też o wpływie solanki na zieleń, glebę, zwierzęta i drzewa. 

Punktowaliśmy absurdalne opisy projektów w Budżecie Obywatelskim (akceptowanych przez miasto i przez ZZM!!!), w których mieszkańcom obiecywano „zdrowe płuca”, „leczniczy mikroklimat” i efekty jak po spacerze nad morzem.

Mówiliśmy też o kosztach, które jako mieszkańcy musimy za ten przekręt ponosić w sposób ciągły, bo budowa tężni to jedno, ale są jeszcze potężne koszty utrzymania.

Składaliśmy apele do prezydenta. Domagaliśmy się wstrzymania budowy kolejnych tężni, weryfikacji wcześniejszych inwestycji, odrzucania projektów opartych na nieprawdziwych hasłach i przejścia z miejskiego PR-u na politykę opartą na nauce.

I coś się jednak ruszyło.

  1. Po pierwsze: temat przestał być niszowy. Dziś już nie da się udawać, że problemu nie ma.
  2. Po drugie: część projektów budowy nowych tężni została zatrzymana. To ważne, bo jeszcze niedawno tężnie bezproblemowo przechodziły przez miejskie procedury.
  3. Po trzecie: GIS wydał wytyczne, które właściwie kończą bajkę o miejskich tężniach jako uzdrowisku w parku. Zgodnie z nowym podejściem są to obiekty małej architektury, pełniące funkcję rekreacyjną i dekoracyjną. NIE LECZNICZĄ CZY UZDROWISKOWĄ!

I teraz dochodzimy do sedna.

Z wywiadu dla Radia Kraków wynika, że ZZM nie zamierza zamykać istniejących tężni w najbliższym czasie, a skoro nie, to uważamy, że miasto powinno być wobec mieszkańców absolutnie transparentne. Jeśli przez lata mieli odwagę reklamować tężnie jako „zdrowie”, to niech teraz mają odwagę, tak samo głośno, powiedzieć jak jest naprawdę.

 Przy każdej miejskiej tężni powinna pojawić się duża, czytelna tablica informująca, że obiekt ma funkcję jedynie rekreacyjną i dekoracyjną, nie ma potwierdzonego działania leczniczego, a korzystanie z niego może wiązać się z ryzykiem sanitarnym. Nie gdzieś małym druczkiem w regulaminie czy w zakładce na stronie internetowej, której nikt nie przeczyta. Widocznie, jasno i na miejscu – tam, gdzie ludzie faktycznie z tych obiektów korzystają.

I najważniejsze: ani jednej tężni więcej.

Dlatego pytamy wprost: co z obiektami, które były w planach, na przykład tężnią w Swoszowicach? Czy ona również nie powstanie? Co z tężniami na osiedlach, które budowane są z budżetów spółdzielni i wspólnot? Czy miasto wysłało już do zarządów spółdzielni jasne stanowisko prostujące pompowaną przez lata narrację o rzekomych właściwościach leczniczych miejskich tężni?

Tak, tak, dobrze czytacie. Problem nie kończy się bowiem na obiektach zarządzanych przez ZZM. Problemem jest cała miejska opowieść, którą przez lata karmiono mieszkańców: że tężnia to zdrowie, że zastąpi drzewa, czyste powietrze i realną politykę klimatyczną.

Nie zastąpi.

Tak jak słów „przepraszamy, pomyliliśmy się i już działamy, by to naprawić” nie zastąpi mówienie w wywiadzie, że problem nie dotyczy tylko Krakowa… co rozumiemy jako kolejną próbę rozmycia odpowiedzialności w stylu: inni też tak robili. 

Więcej na ten temat

Zostaw swój komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.